Stałam na skraju lasu, oparta o pień sosny i bez łez patrzyłam na zaśnieżony krajobraz mej młodości, która tu się zaczęła i tutaj się kończyła. Z daleka widziałam czerwony dach naszego domu na wzgórku. Na łąkach, leżących teraz pod śniegiem, zostały może ślady stóp mojego ojca, który chodził tędy setki razy, może ślady naszych bosych stóp, gdy wiosną brodziliśmy w wilgotnej trawie, zbierając polne kwiaty. To nie były wspomnienia. Wspomnienia są dzisiaj. Wówczas, zaledwie kilka miesięcy po wysiedleniu mojej rodziny - tak się nazywa dzisiaj drogę na śmierć w Bełżcu - była to żywa krew rozpaczy, od której serce kurczy się w piersiach jak zaciśnięta pięść. Po co tu przyjechałam, na Boga! Po futra? To pozostało z dorobku trzydziestoletniej pracy rodziców na tej ziemi, na tej roli, która dla nich domem, życia, nadzieją na spokojną starość!
Nad dachem domu mojego dzieciństwa, ponad dachami wiejskich chat wznosiły się w czystym przedwieczornym powietrzu smugi dymów. Gotują wieczerzę żywi. Trzeba iść.
(fragment rozdziału IV)
język wydania: polski
miejsce wydania: Kraków
isbn: 83-08-01795-9
nakład: 12 350
numer wydania: I
opracowanie graficzne: Barszczewska-Wojda Beata - okładka, obwoluta
liczba stron: 224
format: 19,5 x 12,5







